Nie ma jak żyć w totalnym "więzieniu", dodatkowo się ukrywając. Plus jeszcze wychowywanie się w tym wielkim mieście. Mam rzecz jasna na myśli Londyn. Jeszcze nikogo nie poznałam, choć jestem tu dosyć długo. Nierealni traktowali mnie jak jedną z nich, a jeszcze inny mężczyzna traktował mnie jak jego własną córkę. Facet nawet dość miły, ale może spytacie się dlaczego on mnie tak traktuje? Otóż od samego początku, no dobra prawie samego początku jestem tutaj. Nikt z organizacji nie chciał się mną zająć, no ewentualnie ten gostek. No cóż… bywa. Dzisiejszy dzień należał do chłodnych. Deszcz lał niczym z cebra, a wiatr targał gałęzie drzew i spychał ludzi na bok, czasem porywając ich parasole. Siedziałam na jednej z ocalałych ławek w opuszczonym kościele. Siedziałam tam już od dłuższego czasu, z powodu ulewy, a ja ubrałam się jak na lato lub jak kto woli na wiosnę. Swój wzrok przemieszczałam to po kolejnych witrażach. Jedna z kropel deszczu wylądowała po drugiej stronie witrażu na policzku Matki Boskiej i po chwili spływała wzdłuż niego. Wyglądało to jakby płakała. Po pół godzinie sekund nie wiadomo ile, zza chmur wyjrzało Słońce. Wyszłam przed budynek. Na ulicach i chodnikach roiło się od kałuż. Niektóre dzieci wyszły z domów by poskakać w taflach wody. Skierowałam się ku naszej bazie, by sobie tam trochę posiedzieć. Gdy tam dotarłam usłyszałam jakieś głosy. Powolutku tam podeszłam i ukryłam się za ścianą lekko się wychylając. Były to jakieś trzy dziewczyny, których nie znałam nawet z widzenia. Dobra jedną kojarzę. Tę.. "smerfetkę"? Dobra, nie ważne. Ich rozmowa dotyczyła bazy, a także jedna mówiła, że nie ma gdzie mieszkać. Postanowiłam wciąć się w rozmowę:
- Witam towarzystwo.. - powiedziałam wychodząc zza ściany
Wszystkie pary oczu zwróciły się na mnie. Spojrzałam po dziewczynach.
- Powiedziałam coś nie tak? - spytałam lekko zaskoczona
(Mx? Maggie? Clariss?)
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
niedziela, 26 kwietnia 2015
Neriel Ophera
Imię: Neriel
Nazwisko: Ophera
Pseudonim: Nel, ale częściej do niej mówią Ophera
Płeć: Dziewczyna
Wiek: 17 lat
Charakter: Nel jest bardzo zrównoważoną, odważną i upartą jak osioł osobą, która lubi stawiać na swoim. Chętnie pomaga innym, choć nie wierzy że owa pomoc kiedyś do niej wróci. Jest wredna i chamska tylko dla ludzi, którzy są tacy dla niej. Od pewnego zdarzenia podchodzi do obcych z dystansem i stała się nie ufna. Praktykuje w życiu jedną zasadę "Oko za oko, ząb za ząb". Zawsze dotrzymuje słowa i nigdy nie zdradza tajemnic, jest po prostu osobą godną zaufania. Nie szuka przyjaciół na siłę - woli mieć ich mniej, a prawdziwych, na których zawsze może liczyć. Cechuje ją również asertywność. Pełna energii i szalona o dobrym poczuciu humoru. Najpierw działa, a dopiero potem myśli dlatego często wplątuje się w kłopoty, jednak wychodzi i nich bez szwanku. Wyprowadzenie jej z równowagi graniczy z cudem, jednak jest pełna podziwu dla tych, którym się to uda, ale po chwili myśli aby dożyli jutra.
Aparycja: Dziewczyna wysoka, lekko przekraczająca 178 cm. Ma szczupłą, zgrabną dziewczęcą sylwetkę. Ma gęste, falowane, czekoladowe włosy sięgające jej do łopatek. Ma duże zielone oczy, dodatkowo zdobione przez długie rzęsy. Ma lekko truskawkowe oczy, co komponuje się z jej kremową karnacją. Jej ubiór to coś na kształt mundurka szkolnego.
Historia: Hmm.. pomyślmy oddzielono ją od rodziny w wieku lat 2. Bo to właśnie wtedy ukazała się jej moc. Przez to miała same problemy. Ukrywała się i uczyła się swoich mocy u nierealnych. Tam również nauczyła się sztuk walki - od mistrzów, rzecz jasna. Jak dotąd jest małą, szarą, samotną kropką w wielkim tłumie ludzi.
Moc: Pirokineza (kontrola żywiołu ognia)
Rodzina: Już ich nie pamięta…
Partner: Brak
Inne:
- Ubóstwia owoce - zwłaszcza poziomki i truskawki (mogłaby je jeść codziennie)
- Ma w domu kota wabiącego się Pimpek
- Przez jej moc spaliła jakąś szkołę… i bardzo dobrze!
- Zna pierdyliard sztuk walki i.. nie obroniłbyś się
- Ma czarny pas karate i inne osiągnięcia
- Zna kilka języków i biegle się nimi posługuje
- Potrafi grać na paru instrumentach
Właściciel: Wera913
środa, 8 kwietnia 2015
Od Clariss c.d. Mixi
- To dobrze, bo nienawidzę wydawać ani wykonywać czyjś rozkazów. - zgodziłam się
Rozejrzałam się po klasie. Było tu czyściej niż na górze, ale i tak brudno.
- Skoro to wasza siedziba to nie mogłybyście tu trochę posprzątać?
- Nie, bo opuszczony dom nie może schludnie wyglądać - odpowiedziała Maggie
- No jasne, tylko że na tych wielkich warstwach kurzu zostawcie ślady... ale wy tu nie mieszkacie, prawda? - spytałam
- Nie - odpowiedziała Mixi
- Ja nie mam domu, ani żadnej rodziny. Nigdy nie goszczę nigdzie więcej niż miesiąc. Mogę zamieszkać w tej klasie? Bywałam już w gorszych warunkach, proszę...
< Mixi? Maggie? Sorry, że tak późno... >
Rozejrzałam się po klasie. Było tu czyściej niż na górze, ale i tak brudno.
- Skoro to wasza siedziba to nie mogłybyście tu trochę posprzątać?
- Nie, bo opuszczony dom nie może schludnie wyglądać - odpowiedziała Maggie
- No jasne, tylko że na tych wielkich warstwach kurzu zostawcie ślady... ale wy tu nie mieszkacie, prawda? - spytałam
- Nie - odpowiedziała Mixi
- Ja nie mam domu, ani żadnej rodziny. Nigdy nie goszczę nigdzie więcej niż miesiąc. Mogę zamieszkać w tej klasie? Bywałam już w gorszych warunkach, proszę...
< Mixi? Maggie? Sorry, że tak późno... >
niedziela, 5 kwietnia 2015
Od Mixi c.d. Maggie
- Nie mogłabyś lepiej pilnować tego psa? - westchnęłam. - Kiedyś przez niego zginiemy...
- Dobra, dobra wiem... - odparła unosząc dłoń w geście "ani słowa więcej".
- Wracając, nazywamy się Nierealni i jesteśmy stowarzyszeniem zrzeszającym ludzi z mocami. Tymczasowo jest nas trójka - mówiłam. - Ukrywamy się, ale staramy się też walczyć z NIMI.
Clariss i Maggie skinęły na znak, że rozumieją.
- Ogółem nie mam co za bardzo mówić... Aha, w sumie jeszcze jedno, żeby było jasne. Nie mamy kapitana ani przywódcy, wszyscy jesteśmy na równym stopniu.
(Clariss? Maggie?)
- Dobra, dobra wiem... - odparła unosząc dłoń w geście "ani słowa więcej".
- Wracając, nazywamy się Nierealni i jesteśmy stowarzyszeniem zrzeszającym ludzi z mocami. Tymczasowo jest nas trójka - mówiłam. - Ukrywamy się, ale staramy się też walczyć z NIMI.
Clariss i Maggie skinęły na znak, że rozumieją.
- Ogółem nie mam co za bardzo mówić... Aha, w sumie jeszcze jedno, żeby było jasne. Nie mamy kapitana ani przywódcy, wszyscy jesteśmy na równym stopniu.
(Clariss? Maggie?)
środa, 1 kwietnia 2015
Od Maggie c.d. Mixi
Otworzyłam usta, by coś powiedzieć ale w tej chwili usłyszałam dość głośne szmery na górze. Ja i Mixi zamarłyśmy wymieniając niepewne spojrzenia. Clariss najzwyczajniej wyciągnęła sztylet. Szmery rozeszły się ponad nami, jakby na górze ktoś biegał. Podniosłam brew pytająco. Kto tam jest?
Gdy klapa poruszyła się, stanęłam w bezruchu. Klapa otworzyła się wpuszczając jaśniejszy snop światła do ciemnego wnętrza. Bezgłośnie stąpając po ziemi ukryłyśmy się w rogach pomieszczenia. Gdy przylgnęłam do ściany, podłoga zaskrzypiała. O nie.
Zacisnęłam powieki. Usłyszałam kroki, a raczej kroczki, zbliżające się do mnie. Przełknęłam ślinę. Coś otarło się o moją nogę. Drops?
Otworzyłam oczy i spojrzałam w dół. Piesek szczekał wesoło. Kucnęłam i przytuliłam go do siebie, a Mixi i Clariss odetchnęły.
- Drops, skąd się wziąłeś? - szepnęłam.
- Przyszedł za tobą - powiedziała Clariss z miną znawcy.
- Przestraszyłeś mnie - przytuliłam go mocniej.
(Mixi? Clariss? :))
Gdy klapa poruszyła się, stanęłam w bezruchu. Klapa otworzyła się wpuszczając jaśniejszy snop światła do ciemnego wnętrza. Bezgłośnie stąpając po ziemi ukryłyśmy się w rogach pomieszczenia. Gdy przylgnęłam do ściany, podłoga zaskrzypiała. O nie.
Zacisnęłam powieki. Usłyszałam kroki, a raczej kroczki, zbliżające się do mnie. Przełknęłam ślinę. Coś otarło się o moją nogę. Drops?
Otworzyłam oczy i spojrzałam w dół. Piesek szczekał wesoło. Kucnęłam i przytuliłam go do siebie, a Mixi i Clariss odetchnęły.
- Drops, skąd się wziąłeś? - szepnęłam.
- Przyszedł za tobą - powiedziała Clariss z miną znawcy.
- Przestraszyłeś mnie - przytuliłam go mocniej.
(Mixi? Clariss? :))
Subskrybuj:
Posty (Atom)