Nie ma jak żyć w totalnym "więzieniu", dodatkowo się ukrywając. Plus jeszcze wychowywanie się w tym wielkim mieście. Mam rzecz jasna na myśli Londyn. Jeszcze nikogo nie poznałam, choć jestem tu dosyć długo. Nierealni traktowali mnie jak jedną z nich, a jeszcze inny mężczyzna traktował mnie jak jego własną córkę. Facet nawet dość miły, ale może spytacie się dlaczego on mnie tak traktuje? Otóż od samego początku, no dobra prawie samego początku jestem tutaj. Nikt z organizacji nie chciał się mną zająć, no ewentualnie ten gostek. No cóż… bywa. Dzisiejszy dzień należał do chłodnych. Deszcz lał niczym z cebra, a wiatr targał gałęzie drzew i spychał ludzi na bok, czasem porywając ich parasole. Siedziałam na jednej z ocalałych ławek w opuszczonym kościele. Siedziałam tam już od dłuższego czasu, z powodu ulewy, a ja ubrałam się jak na lato lub jak kto woli na wiosnę. Swój wzrok przemieszczałam to po kolejnych witrażach. Jedna z kropel deszczu wylądowała po drugiej stronie witrażu na policzku Matki Boskiej i po chwili spływała wzdłuż niego. Wyglądało to jakby płakała. Po pół godzinie sekund nie wiadomo ile, zza chmur wyjrzało Słońce. Wyszłam przed budynek. Na ulicach i chodnikach roiło się od kałuż. Niektóre dzieci wyszły z domów by poskakać w taflach wody. Skierowałam się ku naszej bazie, by sobie tam trochę posiedzieć. Gdy tam dotarłam usłyszałam jakieś głosy. Powolutku tam podeszłam i ukryłam się za ścianą lekko się wychylając. Były to jakieś trzy dziewczyny, których nie znałam nawet z widzenia. Dobra jedną kojarzę. Tę.. "smerfetkę"? Dobra, nie ważne. Ich rozmowa dotyczyła bazy, a także jedna mówiła, że nie ma gdzie mieszkać. Postanowiłam wciąć się w rozmowę:
- Witam towarzystwo.. - powiedziałam wychodząc zza ściany
Wszystkie pary oczu zwróciły się na mnie. Spojrzałam po dziewczynach.
- Powiedziałam coś nie tak? - spytałam lekko zaskoczona
(Mx? Maggie? Clariss?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz