Stałam w kościele. Nie wiem czemu, ale uwielbiam tu przychodzić... Podobają mi się te witraże w oknach. Są takie... piękne, w dodatku rzucają ładne i kolorowe cienie. Stałam tak i nie wiedziałam właściwie co się dzieje w okół mnie. Czułam że świat zewnętrzny jakby mnie nie dotyczy. Miałam własne zmartwienia i problemy... Nagle coś usłyszałam, obejrzałam się. Ktoś przedzierał się przez tłum. To był ON! To był właśnie człowiek, który cały czas mnie gonił. Na szczęście teraz nie było tu jego kolegów. Zaczęłam uciekać. Wybiegłam z kościoła i popędziłam na rynek. Myślałam, że tam łatwiej będzie mi zgubić tego gościa. Myliłam się. Cały czas deptał mi po piętach, potem na trochę znikał mi z oczu, aby pojawić się przede mną w najmniej oczekiwanym momencie. Wreszcie wbiegłam do jakiegoś opuszczonego budynku. Wiedziałam, że tu nie będzie mnie szukać. Byłam głodna i zmęczona. Wyjęłam z torby resztki jedzenia, a po tym nędznym posiłku położyłam się spać w kącie pokoju...
___ ___ ___ ___ ___ ___ ___ ___ ___ ___
...Obudził mnie jakiś szmer... potem usłyszałam głosy. Otworzyłam oczy. Pochylały się nade mną jakieś dwie dziwne dziewczyny. Szybko cofnęłam się pod ścianę. Intuicja.
- Czego chcecie? - spytałam - i nie gapcie się tak! Nie zbliżać się bo pogryzę! - prawie krzyknęłam...
(Mag, Mixi?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz